Zagraniczne markety w Polsce

Czy ekspansja zagranicznych hipermarketów na rynki polskie jest korzystna dla polskiej przedsiębiorczości?

Wydawać by się mogło, że ekspansja zagranicznych przedsiębiorców na polski rynek to nic dobrego. Pesymiści widzieli w tym szybszy upadek rodzimego biznesu. Optymiści, i to oni mieli rację – same plusy.

Hipermarkety okazały się swoistym batem dla polskiej przedsiębiorczości. Trzeba było zwiększyć produkcję rodzimych artykułów by nie zginać w zalewie zagranicznych marek. I nawet nie o ilość chodzi jak o jakość towaru. By skutecznie i bez wstydu stanąć do rywalizacji z produktem zagranicznym należało zrewolucjonizować całą linie technologiczną. Pamiętamy jeszcze te byle jak pakowane kosmetyki, produkty żywnościowe, przemysłowe obok kolorowych, wysokiej jakości (jak głosił napis na opakowaniu) produktów zagranicznych, dostępnych jedynie w centrach wielkich metropolii i u znajomych wracających z zagranicy. Polski producent musiał szybko dostosować swój „krok” do silniejszych by utrzymać się w biznesie.

To były początki lat 90 – tych. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej wymogi wobec producentów zostały stopniowo zrównane z przepisami UE dotyczącymi produkcji i dystrybucji towarów. Globalizacja rynku polskiego jednak jest tak intensywna, że rodzi słuszne obawy , że małe i średnie firmy rodzime, słabsze w kreowaniu swojego wizerunku, mające znacznie mniej do zaoferowania klientowi po prostu upadną, lub będą balansowały na minimalnych zyskach.

Zamknąć polski rynek dla zagranicznego kapitału nie sposób, ograniczyć również nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż jak by nie patrzeć hipermarkety są najnowocześniejszymi kanałami dystrybucji również polskich produktów. W obecnej sytuacji kryzysu wszelkie wsparcie rządu w postaci różnego rodzaju ulg inwestycyjnych jest praktycznie niemożliwe. Sukces hipermarketów to przede wszystkim cena towarów i skuteczne dotarcie do klienta.

Tego wszystkiego muszą nauczyć się nasi dystrybutorzy, sprzedawcy, producenci jeśli chcą nadal istnieć, lub zaistnieć na rynku. A nasz rynek jest bardzo chłonny i przyciąga coraz to nowe firmy zagraniczne, będące kolejną konkurencją dla rodzimych – polskich.

Klient nasz pan

Sposoby na przyciąganie klienta przez hipermarkety.

„Nie dla idiotów” - znane hasło Media Markt, które zapadło w pamięć wszystkim Polakom, bogate spoty reklamowe Tesco, bilbordy, gazetki reklamowe pod drzwiami – wszystko by przyciągnąć klienta, by dotrzeć do każdego.

Z tymi gazetkami to aż przesada. Znajdując codziennie niezły plik gazetek reklamowych na wycieraczce pod drzwiami, zapchana skrzynkę na listy, zaproszenia na urządzaną w hipermarkecie kolejna degustacje czegoś tam ma się wrażenie bombardowania nas reklamą, ofertami, promocjami.

Reklama jest coraz bardziej agresywna. Każdy sposób jest dobry, jeśli sprowadza klienta do celu ( kasy hipermarketu). Na reklamie hipermarkety nie poprzestają.

W dbaniu o klienta prześcigają się między sobą. Choćby sam fakt, że na terenie prawie każdego hipermarketu jest mnóstwo punktów usługowych.

Możemy tam oddać film do wywołania, opłacić rachunki, zagrać w Toto Lotka, wykupić leki w aptece, napić się kawy w kawiarence, a nawet zjeść posiłek w restauracji na terenie hipermarketu. Bardzo praktyczną dla robiących zakupy rodzin jest możliwość pozostawienia dziecka w miejscu zabaw na terenie centrum.

Coraz więcej hipermarketów urządza specjalne miejsca dla dzieci, by mogły one ciekawie spędzić czas na zabawie podczas gdy rodzice (rodzic) robi zakupy.

Na terenie centrum handlowego można praktycznie załatwić wszelkie sprawy, nawet możliwe jest podpisanie umowy pożyczki. Coraz częściej banki lub instytucje finansowe współpracują z wielkopowierzchniowymi centrami otwierając swoje punkty usługowo – informacyjne na ich terenie, np. Lucas Bank i mBank.

Pomysłów na przyciągniecie klienta jest coraz więcej. Większość jest adoptowana z zachodu. Tam się świetnie sprawdziła, więc i u nas ma szanse powodzenia. Hipermarkety to miejsce jak najbardziej usługowo – handlowe. My, klienci możemy być tylko zadowoleni takim „rozpieszczaniem”. W końcu to o nas chodzi, a dokładnie o zawartość naszych portfeli. Nie ma co się łudzić, wszelkie te staranie są skierowane na to byśmy jak najwięcej kupili.